„Będę uczył dzieci” czyli dziennik Kostka
– kandydata na psiego terapeutę c.d.

Marzena i Kostek




cofnij


16 października 2005

W piątek wpakowali mnie w samochód i jechałem dosyć długo...nie wiem gdzie, nie poznawałem ulic i domów. Moi Państwo byli wyraźnie podekscytowani, czułem, że wydarzy się coś ciekawego. Gdy dotarliśmy na miejsce, oczom moim ukazało się kilka szczeniaków, niektóre były nawet do mnie podobne. Ale nie zainteresowałem się początkowo innymi kursantami...dla mnie najważniejszy jest człowiek! Dlatego też najpierw przywitałem się z przedstawicielami tego właśnie gatunku. To chyba dobrze, przecież będę pracował z ludźmi, dlatego też ich traktuję priorytetowo! Nie myślcie, że jestem odmieńcem, co to to nie – w przerwach obwąchiwałem inne szczeniaki, biegaliśmy razem po trawie (była tam jedna taka mała suczka, do niej podbiegałem najczęściej).

Nadszedł oczekiwany przez moich opiekunów moment, rozpoczęły się zajęcia. Ciocia Ala (instruktorka Alteri) przywitała nas i rozdała ludziom jakieś klikery i drewniane patyki z kolorowymi końcówkami. Już wkrótce miałem się przekonać, do czego posłużą te kolorowe gadżety. Wszędzie unosił się zapach smakołyków, ludzie przynieśli dla swoich piesków rozmaite pyszności. Pani dawała mi jakieś znaki ręką – pomyślałem „czego ona ode mnie chce? Spojrzałem na nią, a ona szybko kliknęła, dała mi przysmak i uśmiechnęła się przyjaźnie. Zauważyłem, że śmieje się i klika za każdym razem, kiedy tylko odwrócę głowę w jej kierunku. Mówię wam, opłaca się patrzeć na Panią – spróbujcie, wtedy zaczyna klikać i karmić smakołykami...Potem było z górki, kiedy siadałem albo warowałem, ona śmiała się i nagradzała mnie smakołykami. Opłacało się!

Po tej przygodzie w domu nie jest już tak beztrosko, jak kiedyś. Codziennie Pani wyciąga kliker i zaprasza mnie do „zabawy”. Poza tym zaginęła moja miska! Jeżeli widzieliście moją miskę...będę wdzięczny za wiadomość, gdzie ona jest...Tak naprawdę to Państwo nie chcą kupić mi nowej, w domu pozostał tylko pojemnik na wodę. W całym mieszkaniu jest moja karma...gdy tylko wykonam polecenie Państwa, dostaję smakołyk. Nie narzekam, nie czuje się głodny, jem chyba taką samą ilość pokarmu, co wcześniej. Tyle, że nie ma już mojej kochanej zielonej miski!

Trochę się u nas pozmieniało. Pani oczywiście dalej całymi dniami siedzi w książkach i pisze coś na komputerze. Jest jednak uśmiechnięta i ciągle mówi o dogoterapii...Nie wiecie, co to jest? Ja jeszcze nie bardzo się w tym orientuję. Pisze jakąś pracę, po całym domu walają się białe kartki (ja uwielbiam robić z nich puzle, tzn rozszarpuje na strzępy, a potem pani układa te kawałki w całość...dla mnie bomba – super zabawa!) Z tego, co udało mi się podsłuchać moja Pani zbiera informacje na temat zastosowania dogoterapii w stymulacji komunikacji małego dziecka. Dla mnie to czarna magia...Jak czegoś się dowiem, napisze Wam następnym razem!

Ostatnio bardzo polubiłem książki, w nocy uczę się słoweńskiego (podarłem już jeden słownik!!) i czytam pozycje literatury dziecięcej. Nie wiem, dlaczego Pani krzyczy i jest niezadowolona...i dlaczego gasi mój zapał poznawczy. W końcu mam pracować z dziećmi, powinienem chyba od czasu do czasu coś poczytać???



28 grudnia 2005

Dziś skończyłem pół roku. Państwo zabrali mnie do weterynarza, dostałem zastrzyk, położyli mnie na stole, włożyli w jakiś drewniany stelaż i zrobili mi prześwietlenie. Pani trzymała mnie za pyszczek i bardzo się martwiła. Jednak gdy tylko wszedł dr Mariusz, uśmiechnęła się i mocno mnie przytuliła. On zawołał, że „bioderka są śliczne”, nie wiem co to znaczy, w każdym razie ta wiadomość bardzo ucieszyła moją panią...

Wiecie, już niedługo kończę szkolenie w Alteri. Bardzo wiele już potrafię, siadam, waruję, ustawiam się przy nodze. Pani pooblepiała drzwi czerwoną taśmą, nic nie mówi, tylko klika, kiedy jestem coraz bliżej przedmiotów oznaczonych taśmą.
Nie wiem, po co mam dotykać tego nosem, ale Pani zawsze się cieszy, więc to robię. Och kochani, żeby sprawić radość moim Państwu dotykam nosem na komendę różnych przedmiotów.
Kiedy Pani siada do komputera i rozmawia ze znajomymi na gg, woła mnie, żebym ja też uczestniczył w sytuacjach komunikacyjnych. Na komendę dotykam nosem klawisza enter i wysyłam wiadomość...oj jak pani się wtedy cieszy i śmieje, a znajomi dopingują” Kostek dawaj!”...a ja niczym pies ze skeczy Halamy „maila ślę”!!!
Trochę się uspokoiłem, dalej wariuję z psami ale chyba dorastam. Kochani kończę szkolenie ale to jeszcze nie koniec – to dopiero początek...musze się jeszcze wiele nauczyć, zanim będę pomagał pani. Właśnie, własnie, pani chciała dziś też coś do was napisać:

Tu pani Kostka:
W styczniu kończy się szkolenie PPP. Kostek jest mądrym pieskiem, ale nie zawsze było łatwo, początki naszej przygody z kursem nie zapowiadały się wesoło. Po czwartym spotkaniu nastąpił regres, potem stagnacja...pies nie wykonywał większości poleceń, był niezkoncentrowany. Denerwowaliśmy się z mężem niepowodzeniami kostka i jestem pewna, że on to czuł...i zamykało się koło.
Dzięki pomocy Ali i Marka - prowadzących kurs próbowaliśmy naprawiać sytuację. Uświadomili nam, że musimy odpuścić, bawić się z pieskiem, tak by ćwiczenia były dla niego przyjemnością, dobrą zabawą...nie tylko dla niego, ale i dla nas.
Kolejna konstatacja dotyczyła socjalizacji Kostka z innymi osobnikami jego gatunku. Przyznaję, zaniedbaliśmy to w okresie wczesnego szczenięctwa. Mieszkamy w domku i piesek rzadko ma kontakt z innymi czworogami, dlatego też zaczęliśmy z nim odwiedzać inne pieski....i to bardzo pomogło. Na ostatnich spotkaniach szkoleniowych nasz piesek wygrywał konkursy na siad i warowanie, potrafił najdłużej wytrzymać!!! Oj, jacy byliśmy dumni, że on sierotka, która miała problemy z koncentrowaniem się na właścicielu, wytrzymuje teraz bez ruchu przy mojej nodze.

Kiedy zaczynałam szkolenie, niewiele wiedziałam o metodzie klikerowej, trochę obyłam się z terapią behawioralną w pracy z małymi autystami w moim przedszkolu..., znałam książkę „Najpierw wytresuj kurczaka” Karen Pryor...tylko tyle.
Teraz, gdy Kostek potrafi coraz więcej, gdy kształtowaniem sama jestem w stanie wypracować u niego wiele zachowań, wiem, że to dobra metoda. Polecam ją wszystkim znajomym właścicielom psów.
Do końca nie rozumiem wszystkich mechanizmów, wiem tylko, że to działa, że z pomocą klikera nauczyłam Kostka dotykać klawisza „enter” i różnych części ciała (a to będzie niewątpliwie przydatne przy ćwiczeniach somatognozji w pracy z dziećmi).
Wiem, że nauczyłam go zabierać pokarm z ziemi dopiero na moją komendę, stawać na dwóch nogach i wskakiwać na kanapę, kiedy ja (nie on) mam na to ochotę. Przed nami jeszcze długa droga, to dopiero pierwszy etap, zanim będę zabierać Kostka do pracy z moimi małymi pacjentami i dzieciakami z przedszkola, upłynie jeszcze wiele czasu, musimy się nauczyć całego morza zachowań...ale już się cieszę.
Bardzo kocham mojego psa i nie oddałabym go nawet za super brykę!!! Jest członkiem mojej rodziny. O dalszych etapach w kolejnych odcinkach pamiętnika.


c.d.n.


cofnij