O rasie


Talmi w jeziorze, fot.: Sara Olechowska




cofnij




Romantyczna historia, która wydarzyła się w Szkocji

opracowanie: Anka Radwańska

Gdyby nie postęp w dziedzinie broni myśliwskiej oraz moda uprawiania myśliwstwa wśród angielskiej arystokracji prawdopodobnie nikt nie zainteresowałby się retrieverami. Do drugiej połowy XIX w. używano prostej, jednostrzałowej, ładowanej prochem broni o małym zasięgu. Czas załadowania był długi, efektywność polowań niewielka (około 10 sztuk ptactwa dziennie), możliwości trafienia ptaka w locie prawie żadne, stąd też pierwszymi psami myśliwskimi były Setery i Pointery wystawiające i natychmiast po oddaniu strzału przynoszące zwierzynę.
Wprowadzenie dwururowej, szybkostrzelnej, o większym zasięgu, łamanej broni ładowanej śrutem lub nabojami umożliwiło strzelanie do ptaków w locie. Początkowo, w dziesiątkach tysięcy sztuk, strzelano przepiórki i kuropatwy, później wznoszące się wyżej i szybciej pardwy oraz bażanty. W ten sposób pojawiło się zapotrzebowanie na specjalistycznego psa pracującego w innym, jak Setery i Pointery, stylu - posłusznego „psa-leniucha”, nie oddalającego się zanadto od myśliwego, obdarzonego doskonałą uwagą i pamięcią, potrafiącego wyszukać postrzelone i zagubione w polu ptactwo.

Pierwsze opisy triali, w których sporadycznie pojawiały się retrievery, pochodzą z 1867 r.
Psy oceniano w zakresie sposobu pracy węchowej i w polu oraz temperamentu i stylu psa. Od retrieverów oczekiwano doskonałego węchu, miękkiej kufy i bezwzględnego posłuszeństwa. W celu uzyskania takich cech, krzyżowano głównie: Angielskiego Spaniela Dowodnego (English Water Spaniel) z Seterem z St. John's, Setera z Nowofunlandem i Water Spaniela z Nowofunlandem. Zależnie od krzyżówki otrzymywano psy czarne, wątrobiane, czarne podpalane lub pręgowane- o wzroście około 61 cm.

W księgozbiorach The Badminton Library odnaleziono zapisek z 1886 r. mówiący: „Retriever, w moim odczuciu, jest królem wśród psów sportowych. Jego dostojna postawa, jego działania obrazują szczyt zwierzęcej inteligencji. Jest on najbardziej przywiązanym i cudownym towarzyszem wśród wszystkich psów używanych do polowania” [1].

Tutaj rozpoczyna się nasza romantyczna opowieść...
W 1854 r. Sir Dudley Coutts Marjoribanks MP, późniejszy Lord Tweedmouth, zakupił 20.000 akrów ziemi nieopodal miejscowości Tomich, w okolicach tajemniczego jeziora Loch Ness.
Na zakupionych terenach z biegiem czasu powstał przepiękny, dziś opuszczony i zrujnowany, lecz wciąż pobudzający wyobraźnię dwór z zabudowaniami dworskimi, ogrodami i parkami z unikalnymi gatunkami drzew, tajemniczymi, ukrytymi w zaroślach źródełkami, szemrzącymi strumyczkami, pochyłymi mostkami oraz murowaną, przeznaczoną na kilkanaście psów, ogrzewaną, z pomieszczeniami do przygotowywania pożywienia, psiarnią.
W tym pięknym krajobrazowo i architektonicznie miejscu Lord Tweedmouth wraz z przyjaciółmi oddawał się pasji łowiectwa.
Właściciel posiadłości prowadził również bardzo dokładne księgi hodowlane zawierające zapiski na temat pierwszych miotów nowej rasy po wielu latach przekazane i dostępne po dziś dzień w brytyjskim Kennel Clubie.

Często przytaczana historia o żółtych psach w rosyjskiej trupie psów cyrkowych, z których jeden został odkupiony przez Lorda Tweedmouth, nie znalazła potwierdzenia i ostatecznie została wyjaśniona w latach 50-tych naszego stulecia przez p. Elmę Stonex - oddanego rasie historyka.
W 1960 r. Kennel Club oficjalnie uznał księgi hodowlane Lorda Tweedmouth jako dowód pochodzenia rasy Golden Retriever.

A wszystko zaczęło się tak. Pewnego popołudnia 1860 r. Lord Tweedmouth, spacerujący wraz ze swoim synem po Brighton, napotkał szewca z przepięknym, młodym, o żółtej, falistej okrywie retrieverem. Szewc ten nabył owego psa od dozorcy Obed Miles należącego do Lorda Chichester ze Stanmer za.... długi.
Był to jedyny żółty samiec z miotu Black Wavy Coat Retrieverów. Nie było w tym nic szczególnego. W owych czasach często w miotach Wavy Coated pojawiały się szczenięta o umaszczeniu określanym jako wątrobiane, choć obejmowało ono skalę barw od piaskowej przez żółtą, czerwonawą - do brązowej. Lordowi Tweedmouth spodobał się ten pies, odkupił go od szewca i nazwał Nous (od Celtyckiego „Wisdom” – „Mądrość”). W ten oto sposób Nous wszedł do Ksiąg Hodowlanych Lorda Tweedmouth. Pies ten doskonale pływał i świetnie sprawował się na polowaniu.

W 1868 r. Nous pokrył Belle (Tweed Water Spaniel), którą Lord Tweedmouth otrzymał od swojego krewnego, Dawida Robertsona MP, mieszkającego w Ladykirirk. Trzy żółte szczenięta z tego krycia stały się fundamentem, na którym zbudowano rasę poźniej nazwaną Golden Retriever*.
Pierwszy z nich, samiec Crocus, został podarowany najstarszemu synowi Lorda Tweedmouth- Edwardowi Marjoribanks (Lord Tweedmouth II), Cowslip i Primrose pozostały w rodzimym kennelu.

Następne krycie Nousa i Belle w 1872 roku dało Ada’ę, która trafiła do bratanka Lorda Tweedmouth - piątego Earla Ilchester. Podjął on linię retrieverów nazwaną później Melbury.
Podstawowym celem hodowli Lorda Tweedmouth było utrzymanie żółtego umaszczenia. Księgi Hodowlane wykazują, jak rozważnie były planowane krycia od pierwszego (1868 r). do ostatniego miotu (1889 – 1890 r).

Cowslip w 1873 została pokryta Tweed’em (Tweed Water Retriever). Pochodząca z tego miotu suczka Topsy została pokryta Sambo (Wavy Coated), najprawdopodobniej czarno umaszczonym, należącym do partnera biznesowego Lorda Tweedmouth - Sir Henry Meux. Suczkę Zoë z tego krycia skojarzono w 1884 r. z Jack’iem - synem jej babki Cowslip. Jack był synem Sampson’a (Setera Irlandzkiego)- należącego do Edwarda, najstarszego syna Lorda Tweedmouth- i Cowslip.

W 1884 r. ze skojarzenia Zoë z Jack’iem pozostawiono trzy szczenięta: samca - Nous 2 (N2) i dwie suczki - Gill i Tansway. Analiza ksiąg hodowlanych (Stud Books) wykazała, że Cowslip i Tweed pojawiają się trzykrotnie w czterech pokoleniach. Przypiski w księgach hodowlanych Lorda Tweedmouth wskazują, że wiele z psów nie nadawało się do hodowli lub pracy i było zabijanych. Jako przyczyny eutanazji podawano: „głupi”, „źle pracujący”, „ślepy”, „artretyzm”. Później Zoë była kryta Sweep’em. Z tego skojarzenia otrzymano pierwszy wyrównany miot o złotym umaszczeniu.

W 1887 r. outcrossowe krycie Gill i Tracer'a (pełnego brata cudownego, czarnego Wavy Coated Retrievera - Ch. Moonstone) zakończyło się totalną klęską - dało 10 czarnych szczeniąt! Pochodząca z tego miotuQueenie została pokryta bratem jej matki - złotym Nous 2. Dwa żółte szczenięta, urodzone z tego skojarzenia w 1889 r,- Prim i Rose - były ostatnimi notowanymi przez pierwszego Lorda Tweedmouth. Rose została podarowana Lordowi Harcourt i pokryta swoim ojcem - Nous 2. Efektem tego krycia był miot z Zoy 2, który pokrył Sal. Z tego miotu wywodzi się Flow, późniejsza suka hodowlana Haddow. Inna linia wywodzi się od Sweep pochodzącej od Ady i pokrytej Zoë.

W 1890 r. w celu poprawienia zdolności pasji tropienia został użyty piaskowy Bloodhound. Informacja ta pochodzi z małej karteczki napisanej ręką Lorda Tweedmouth odnalezionej pomiędzy stronami ksiąg hodowlanych, a potem zagubionej przez Lorda Ilchester. Szczenięta z tego miotu odznaczały się znacznie ciemniejszym kolorem, były bardzo duże i silne, lecz z problematycznym usposobieniem.

Nie wszystkie szczenięta wyhodowane przez Lorda Tweedmouth pozostawały w rodzimym kennelu. Wiele z nich było początkowo rozdawanych przyjaciołom lub rodzinie. John Mc Lennan jeden z dozorców w Guisachan, otrzymał dwa szczenięta po Lady, suce należącej do Archie’go Marjoriebanks, które następnie sprzedał Lordowi Harcourt. Były to Prim i Rose. Kiedy najmłodszy syn pierwszego Lorda Tweedmouth, Hon. Archie Marjoribanks, wyjeżdżał do Ameryki do Rocking Chair Ranch w Teksasie, aby zająć się prowadzeniem rodzinnego gospodarstwa, zabrał ze sobą Lady. Jednak pierwszym zarejestrowanym przez American Kennel Club Goldenem był Lomberdale Blondin należący do p. Roberta Appletona. Miało to miejsce w listopadzie 1920 r.

Lord Tweedmouth zmarł w 1894 r.
Starszy syn Lorda Tweedmouth kontunuował pasję ojca aż do 1905, kiedy to Guisachan zostało sprzedane Lordowi Portsmouth. Nie prowadził jednak żadnej dokumentacji swoich prac. Braki w rejestrach psów hodowanych sprawiły, że w historii rasy z zakresu lat 1890-1901 pojawiła się luka.
Przełom stanowił dzień, gdy p. Stonex w 1995 r. w Bodleian Library w Oxfordzie odnalazła Culham Pedigrees (księgi rodowodowe) Lorda Harcourt zawierające informacje dotyczące linii pochodzącej od Rose. Zawarte tam informacje świadczą niezbicie o związkach tamtych psów ze współczesnym GR.
Wśród odkrytych w Bodleian Library dokumentów znajduje się list z 1946 r. napisany przez p. John MacLennan, wnuczkę John’a Mc Lennan, jednego z nadzorców Guisachan, w którym autorka stwierdza, że Lord Harcourt, właściciel psiarni Culham, wyprowadził swoją linię hodowlaną od dwóch szczeniąt nabytych właśnie od niego.

P. Stonex pisze w swoim artykule „Ten Years Research into Golden Retriever Ancestry”:
„Wszystko wskazuje na to, że Lady może być córką Prim lub Rose, suczki z ostatniego miotu rejestrowanego przez Lorda Tweedmouth. Nie można jednak być tego do końca pewnym, gdyż wszyscy świadkowie tamtych wydarzeń już nie żyją. Jest jednak oczywiste, że niezależnie od tego kim byli rodzice Lady, pochodziła ona z hodowli w Guisachan, a więc w prostej linii od Nous i dwóch Tweed Water Spanieli należących do Lorda Tweedmouth.” [3]

Lady urodziła się w Guisachan około 1891 r. i z niej wywodzi się hodowla Viscount Harcourt „Culham”, z której wychodzą wszystkie późniejsze rodowody.
W cytowanym artykule p. Stonex wskazuje również na związki Lady z kilkoma innymi psami pochodzącymi w prostej linii z Guisachan. Przykładem jest Conon - przodek Proud Bena (1900), który również występuje w rodowodach Culham. Rock to następny pies Lorda Tweedmouth, którego syn o imieniu Wavertree Sam (1903), pierwotnie rejestrowany jako Faithful Sam, również pojawia się we wczesnych rodowodach.
Na zakończenie swojego artykułu p. Stonex pisze: „Współczesne Goldeny są powiązane z przeszłością głównie poprzez Lady, Conon’a i Rock’a - psy pochodzące w prostej linii z Guisachan, miejsca gdzie Lord Tweedmouth rozważnie planował krycia, bazując na żółtym retrieverze nazwanym Nous i dwóch Tweed Water Spanielach - Belle i Tweed. Tak więc korzenie rasy leżą w Szkocji.”

W taki oto sposób zagadka pochodzenia rasy została rozwikłana i stało się jasne, że rasa Golden Retriever została wyprowadzona przez Lorda Tweedmouth, a następnie została podjęta przez Culham Kennel Lorda Harcourt, który przejął pracę nad rasą w 1904 r., tj. 10 lat po śmierci pierwszego Lorda Tweedmouth.

Lord Harcourt regularnie jeździł do Guisachan na polowania zarówno w czasach, gdy mieszkał tam Lord Tweedmouth II, jak również wtedy, gdy posiadłość trafiła w ręce Lorda Portsmouth. Lord Harcourt po raz pierwszy pokazał Żółte Retrievery na wystawie w Crystal Palace w 1908 r. W 1913 r. powstał pierwszy klub rasy (Club of Golden Retrievers), którego współzałożycielką była p. Winifred Maude Charleswort, właścicielka Kennelu Noranby (początkowo Normanby).

Od 1920 r. przymiotnik „żółty“ zamieniono na „złoty“. W ten sposób oficjalnie powstała nazwa GOLDEN RETRIEVER.


Piśmiennictwo:
1. V. Foss, The Ultimate Golden Retriever, Ringpress Books Ltd, 1997
2. V. Foss, The Golden Retriever Third Book of Champions, Field Trial Champions and Obedience Champions 1991-1995, Brenard Kaymar Ltd, 1996
3. J. Tudor, The Golden Retriever (Tenth Edition), Popular Dogs Publishing Co. Ltd, 1987

* Wg V. Foss, analizy rodowodów pierwszych GR notorycznie natrafiają na ten sam, ogromny problem - wielokrotne używanie tych samych imion w różnych pokoleniach psów. Przykładem mogą być „kolorowe” nazwy używane przez Lorda Tweedmouth, takie jak: Primrose, Sol, Sun, Topaz, Amber, Ginger, Sulphur.

cofnij


Rodowód Prim i Rose

Rasa: Żółty Retriever
Płeć: suka
Kolor: żółty
Hodowca: I Lord Tweedmouth Guisachan, Beauly, Inverness-shire
Rok urodzenia: 1889

NOUS II
(1884, żółty, z czterech żółtych szczeniąt)
Jack
(1875, Hon E.Marjoribanks II Lord Tweedmouth)
SAMPSON
(Seter Irlandzki, Hon E. Marjoribanks and Lord Tweedmouth)
   
COWSLIP
(1868, żółta, z czterech żółtych szczeniąt)
NOUS
(żółty Retriever, zakupiony 1864, zmarł 1872)
 
BELLE
(Tweed Water Spaniel, otrzymana w 1867 od Ladvkirk)
 
ZOE
(1877)
SAMBO
(Sir Henry Meux's czarny Flat- lub Wavy Coated Retriever)
   
   
TOPSY
(1873)
TWEED
(Tweed Water Spaniel, otrzymana w 1872 od Ladykirk)
 
COWSLIP
(1868)
NOUS
(żółty Retriever, 1864-1872)
BELLE
(Tweed Water Spaniel)
QUEENIE
(1887, czarna, z dziesięciu czarnych szczeniąt)
TRACER
(czarny Flat- lub Wavy Coated Retriever, pełny brat Ch.Moonstone)
Ch. ZELSTONE
(1880, czarny, pół-Labrador
BEN
(1877)
SHOT
(półbrat Old FagBENA, miotowa siostra Bena (Labrador)
BRIDGET  
Think
(czarny)
DUSK
(1877)
THORN
(poźniej Bob, 1873, po Victor (1869) X Young Bounce LADY IN BLACK by Paris, (1870) x Ladv Bonnie
Ch. WISDOM
(później Jenny, czarna, 1875)
MOLIERE
(1896)
MAUDE
GILL II
(1884, żółta)
JACK
(1875)
SAMPSON NOUS
(żółty Retriever, 1864-1872)
COWSLIP
(1868)
BELLE
(Tweed Water Spaniel)
ZOË
(1877)
SAMBO
(czarny)
 
TOPSY
(1873)
TWEED
(Tweed Water Spaniel)
COWSLIP
(1868, córka Nous X Belle)


cofnij


Pierwsze polskie goldeny

Wg artykułu p. Stępińskiego zamieszczonego w Biuletynie nr 2 Klubu Spaniela i Retrievera - Golden Retriever jest w Polsce rasą młodą.
Pierwszym miotem urodzonym w Polsce (nie licząc szczeniąt urodzonych w ambasadach) był miot urodzony w oddziale toruńskim, w hodowli "Rancho Wolna Europa" pana J.Nowickiego w roku 1990, po duńskiej suce i duńskim psie. W roku 1992 urodziły się szczenięta z przydomkiem Oligarchia po suce szwedzkiej hodowli i finskim psie. W tym samym roku znalazla się w Oligarchi suka z Finlandii, Cirka Zw.Europy '91. W roku 93 przybyły kolejne importy - do hodowli Complement, suki hodowli finskiej i pojedyńcze egzemplarze z Danii, Słowacji i Czech.



cofnij

Baza golden retrieverów K9


Szczeniaczki lubią spać, fot.: Bożena wróbel


K9 to wielka baza danych rasy golden retriever umożliwiająca przeglądanie rodowodów, wyników badań, ocenę współczynnika inbredu, a po zalogowaniu, dopisywanie danych.
Zoatała założona przez Amy Burzynski i dobrowolnie współtworzona przez setki osób. Dzięki mrówczej pracy tych ludzi można prześledzić kształtowanie się rasy. Mało która z ras psów może poszczycić się tak dobrze udokumentowanym drzewem genealogicznym dostępnym dla wszystkich.
Baza K9 jest "kopalnią wiedzy" o historii rasy. To drzewo genealogiczne, którego korzenie sięgają nawet dalej niż do legendarnych przodków rasy.

Baza pozwala na prześledzenie:
Dzięki bazie możliwe jest również wyliczenie COI (stopnia inbredu) dla każdego psa oraz szczeniąt z dopiero planowanych miotów.
Wpisując do bazy jedynie dane z rodowodu własnego psa unikamy błędów.
Wszystkie błędy popełnione przy wprowadzaniu do bazy dają się naprawić i usunąć.
Baza jest otwarta i stale można ja aktualizować o tytuły zdobyte przez psa, wyniki badań... datę śmierci psa, itp.
Zarówno korzystanie z bazy jak i dopisywanie do niej jest całkowicie BEZPLATNE.

PAMIĘTAJ:
Jeśli przy wpisywaniu danych do bazy popełnisz błąd należy go bezwzględnie usunąć!

Rejestracja do bazy bazy K9

  1. Po wpisaniu adresu http://www.k9data.com pojawia nam się strona z tylko jednym polem do wpisywania.
    Po wpisaniu w to miejsce nazwy psa (imię wraz z przydomkiem) zobaczymy czy ten pies jest wpisany do bazy. Jeżeli go nie ma możemy go dopisać.
    Jeśli wpiszemy w to pole tylko imię psa, program znajdzie nam wszystkie psy w bazie o takim imieniu (lub przydomku hodowlanym).
    Jeśli wpiszemy sam przydomek hodowlany program znajdzie nam wszystkie psy o tym przydomku (lub które mają takie imię).
  2. Na tej samej stronie (poniżej okienka) znajduje się przycisk "click here to login". Po jego wciśnięciu pojawia nam się kolejna strona.
  3. Na tej stronie, w zależności od tego czy jesteśmy tu pierwszy raz, czy już jesteśmy zarejestrowanym użytkownikiem wybieramy albo wypełnienie "username" (nasz adres podany przy rejestracji) i "password" (hasło podane przy rejestracji) i następnie wciskamy "submit" aby przejść dalej, albo wciskamy "click here to register" aby się zarejestrować do bazy.
  4. Po wybraniu funkcji rejestracji ("click here to register") pojawia się nam formularz zgłoszeniowy.
    W pozycji "username" wpisujemy swój adres e-mailowy (na ten adres otrzymamy "klucz" do bazy),
    w pozycji "password" i "confirm password" wpisujemy nasze hasło, którym chcemy się później posługiwać.
    Następnie wpisujemy imię w pozycji "first name" i nazwisko w "last name".
    Potem możemy wpisać nazwę swojej hodowli w "kennel name" lub pozostawić to pole puste.
    W rubryce "address" wpisujemy ulicę i numer (też nie jest to wymagane) w rubryce "city" miasto w rubryce "country" wybieramy kraj (jako, że nie ma w spisie Polski wybieramy "other").
    Następnie możemy jeszcze wpisać swój numer telefonu i wcisnąć przycisk "register".
  5. Po wciśnięciu przycisku "register" pojawi nam się nowa strona na której informują nas o pomyślnej rejestracji.
  6. Na tym kończą się zabiegi rejestracyjne. Teraz musimy tylko poczekać na nadejście "klucza" na adres, który podaliśmy podczas rejestracji w polu "username".
Po otrzymaniu klucza możemy rozpocząć wpisywanie psów do bazy.

Dopisywanie psa do bazy:

  1. By dopisać psa postępujemy dokładnie tak jak wcześniej (pkt 1 do 3) tylko w punkcie 3 wpisujemy w pole "username" to co wpisaliśmy w tej rubryce w formularzu zgłoszeniowym, a w polu "password" hasło, które również wybraliśmy w formularzu zgłoszeniowym. Po wypełnieniu tych dwóch pól wciskamy przycisk "submit" i pojawia nam się kolejna strona.
  2. Na tej stronie musimy wpisać swój "klucz" i dalej możemy już przejść do pracy z bazą.

Opracowanie:
Kaśka i Andrzej od Lorietty


UWAGA:
Jeśli przy wpisywaniu danych do bazy popełnisz błąd i nie potrafisz go usunąć - skontaktuj się z nami!



cofnij


Takie są goldeny, czyli...
Opowieści o goldenach

W tej części strony będziemy zamieszczać, nadesłane do nas opowiadania napisane przez właścicieli goldenów.








„Będę uczył dzieci” czyli dziennik Kostka – kandydata na psiego terapeutę


Kostek, fot.: Marzena

Nazywam się Kostek, a właściwie Konstanty Debet. Debet dlatego, że moi Państwo kupili mnie za rezerwy na koncie...ale wołają na mnie Kostek, tak jest weselej. Moja Pani jest logopedą i prowadzi terapię mowy z dziećmi upośledzonymi, które podobnie jak ja nie potrafią jeszcze mówić, choć czasami wydają takie niezrozumiałe dźwięki, kontaktują się z ich pomocą...to prawie tak jak moje szczekanie – ludzie go nie rozumieją, nie wiedzą, że zawsze coś oznacza takie „hau hau”. Mieszkam w dużym domu z ogrodem, och jak ja lubię ten kawałek ziemi...tak ziemia i kopanie dołów to coś, co małe pieski lubią najbardziej.

Moja Pani, kiedy tylko mnie zobaczyła, wiedziała już jak czeka mnie przyszłość. Mówię wam, nie będzie łatwo! Mam zostać psim terapeutą. Będę chodził do przedszkola i pozwalał żeby przytulały się do mnie dzieci i pokazywały, gdzie mam oczka, uszy, nosek...i będą do mnie mówiły, a ja będę przynosił to, o co poproszą. Pani będzie ze mnie dumna. Chyba lubię dzieci. Byłem już w przedszkolu...widziałem te dzieci, z którymi mam kiedyś pracować...wiecie...moja pani wymyśliła sobie, ze będę takim psim nauczycielem. Stałem pod płotem, a dzieci śpiewały mi Kundel bury (całe 2 zwrotki!!!!), to maluchy, więc wybaczę im ignorancję dla koloru mojej sierści, która przecież jest bielusieńka.

Chyba jestem mądry, tak, tak, Pani z fundacji Alterii powiedziała, że jestem typem intelektualisty...Ale kochani to tylko pozory, dziś rano zjadłem ślubne zdjęcie państwa i jakieś tam dokumenty...a co, niech czują, że mają pieska!!! Wiecie co, gdy miałem 6 miesięcy umiałem siadać, leżeć i przybiegać na komendę. Teraz potrafię jeszcze podać łapę. Oni się tak cieszą, jak wykonuję ich polecenia...dobrze, ze nie widzą jak wskakuję do łóżka i na kanapę, kiedy zostaję sam w domu, to jest piękne!!! Idę na posłanie, bo już późno. Niedługo do was napiszę, co nowego wymyślili moi państwo...podobno mają mnie oddać na jakieś szkolenie...?

ciąg dalszy pamiętnika Kostka znajdziesz tutaj

Marzena i Kostek





Sawanna – M jak miłość


Sawanna w filmie „M jak Miłość” fot.: Beata Lichocka

Jestem właścicielką ponad dwuletniej suczki o imieniu Sawanna.

Nasza przygoda z Sawanną została zapoczątkowana ogłoszeniem prasowym, dzięki któremu pojechałam obejrzeć szczeniaczki. Oczywiście natychmiast się w nich zakochałam i od razu „zaklepałam” kremową kulkę o imieniu Sawanna. Musiałam poczekać troszkę na możliwość zabrania jej do domu bo jeszcze była za malutka na zabranie jej mamie. Po przywiezieniu do domu psiurka wyglądała tak:

Mała Sawanna 8 tyg. fot.: Beata Lichocka  Mała Sawanna 9,5 tyg. fot.: Beata Lichocka

Ponieważ oczywiście uważam, że jest najpiękniejsza na świecie więc zamieściłam jej zdjęcia w Internecie w konkursie na najpiękniejszego psa. Ku naszemu ogromnemu zdziwieniu i radości Sawa wygrała najpierw tytuł psa tygodnia, potem miesiąca, a na koniec zdobyła tytuł psa roku. Szczególnie moja, wtedy 11 letnia, córka dała się ponieść emocjom. Zamieszczone zdjęcie wyglądało tak:

Sawanna – zdjęcie roku fot.: Beata Lichocka

W tym okresie najważniejsze było pilnowanie misek.

Ponieważ wcześniej mieliśmy małego pieska więc obawiałam się co to będzie jak Sawanna będzie już dorosłą suczką i będzie miała np. inne zdanie na temat kierunku spaceru. Moja 10 letnia córka wychodząc na spacer z 30 kg siłaczką będzie musiała nauczyć się latać.
Znalazłam na to radę w postaci tresury. Poszukałam w internecie i tak trafiłam do Zakładu Tresury (nie podam nazwy żeby nie buło krypto reklamy). Przeszliśmy psie przedszkole potem treningi indywidualne, troszkę grupowe i muszę przyznać, że sumiennie ćwiczyliśmy też w domu i na spacerach.
Wynik przewyższył nasze oczekiwania. W tej chwili Sawanna jest bardzo grzeczna i pilnie wykonuje nasze polecenia, chociaż jeszcze czasem potrafi trochę „poświrować„ bo charakterek ma, a i werwy też jej nie brakuje.
W związku z kontaktem ze szkołą tresury Sawanna brała udział w kilku castingach i grała w kilku reklamach a także ma stałą rolę w filmie „M jak miłość” gdzie gra psa Stefana Mullera i nazywa się Bruder. Jest śmiesznie bo w tej chwili reaguje na oba imiona zarówno swoje jak filmowe.
W tej chwili Sawanna wygląda tak:

 2-letnia Sawanna fot.: Beata Lichocka  2-letnia Sawanna fot.: Beata Lichocka

A w filmie tak:

 Sawanna w filmie fot.: Beata Lichocka  Sawanna w filmie fot.: Beata Lichocka

Muszę powiedzieć , że kontakt z goldenem jest niesamowity. Sawcia w lot zgaduje nasze myśli, zawsze potrafi nas rozbawić a jak trzeba pocieszyć. Oczywiście trzeba wziąć pod uwagę, że najfajniejsza zabawa jest wtedy gdy jest się upapranym w błocie albo dokładnie namoczonym w kałuży. Jeśli o to chodzi to detekcja błota i wody jest u naszej Sawanki na poziomie mistrzowskim. A nawet jak się nie do końca planuje moczenie w kałuży to kto by tam zwracał uwagę na takie szczegóły jak woda gdy wiatr świszcze w uszach.
Odezwiemy się wkrótce żeby podzielić się dalszymi losami naszej kochanej suczki.

Beata Lichocka



Mira


Mira

Razem z mężem jesteśmy właścicielami goldenki, która wiele w życiu przeszła i dopiero rok temu, w wieku 6 lat, wylądowała u nas :-)
Dwa lata temu, właśnie po zaadoptowaniu mojej Miry, stwierdziłam, że skoro ja mogłam wziąć psa z W-wy, to czemu nie mogłoby być odwrotnie... I poszłam do naszego wieluńskiego schroniska.
I... od 2 stycznia schronisko staje na nogi. Wiele przez te prawie pół roku przeszliśmy: przywracanie schroniska do życia po przejęciu, wyciąganie psiaków z epidemii i różnych chorób, zdobywanie darczyńców...

Co do Miry - jej historia nie jest tak wstrząsająca jak przeżycia co poniektórych "moich" schroniskowych „ogonów” - po prostu miała pecha w życiu...
Choć kupiona z dobrej hodowli i kochana przez swą pierwszą panią, musiała z przyczyn losowych zmieniać parokrotnie dom... Akurat w przypadku goldena nie jest to takie straszne - Mira kocha wszystkich! - ale najwidoczniej była ciągle przeganiana, może bita?... bo na zwykłe potarganie łebka reagowała przestrachem i posikiwaniem.

Teraz - po ponad roku - to zupełnie inny psiak. Radosna, wszędzie wpycha ten swój nochal :-) Potrafi domagać się pieszczot czy przysmaków, szczekać - to wszystko było nie do pomyślenia na początku.
Z Supłem - 7-mio latkiem tworzą paczkę kochających się kumpli-rudzielców - dewastują nam wspólnie dom podczas zabaw, a Kacper mała 12-letnia sunia - nimi rządzi, do czego Mira sama się dostosowała :-))

Poza tym Mira stała się najbardziej znanym wieluńskim psem - razem z Ewą jeździmy z nią na pogadanki, niedawno odbyły się Dni Wielunia - na których kwestowaliśmy na budy, jednocześnie informując Wieluniaków o zmianach w schronisku. Mira zrobiła furorę, pisały o niej (no i o nas) wieluńskie gazety, jest już rozpoznawalna :-))
Z jej sukcesów - w zeszłe wakacje zajęliśmy pierwsze miejsce w konkursie fotograficznym Przyjaciółki o więzi łączącej właściciela z psem.

Mira

Ale chyba najważniejsze jest to, że strasznie ją kochamy... I nie wyobrażamy sobie życia bez niej...

MałGośka
Schronisko dla psów w Wieluniu



***

Takie są goldeny!


Talmi na spotkaniu z dziećmi w jednej z warszawskich bibliotek, fot.: M. Habrowska

To, że mam psa rasy Golden Retriever jest czystym przypadkiem. Miałam kiedyś ukochanego pieska, mieszańca, który zginął tragicznie. Uważam, że każdy właściciel, który miał więcej jak jednego psa – ma tego najukochańszego i jedynego. Takim psem był właśnie Olo. Z jego utratą, właściwie, nie pogodziłam się do dziś. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam Goldena rozpłakałam się, tak bardzo wyglądem i charakterem przypominał mojego Olusia. I w taki to sposób stałam się szczęśliwą właścicielką Golden Retrievera.

Talmi miał siedem miesięcy, gdy rozpoczęła się prawdziwa przygoda z noszeniem przedmiotów, które trzymam w ręku podczas powrotu ze sklepu lub wspólnego spaceru. Wtedy już wiedziałam, że posiadam psa z grupy aportujących. I faktycznie, Talmi lubił biegać za rzuconą piłką i przynosić ją do moich nóg jeszcze w czasie kwarantanny po szczepieniach. Również wyławianie różnych przedmiotów wrzuconych do wody, podczas wakacji w Bieszczadach, nie stanowiło dla niego żadnego problemu. Natomiast dla nas było wiecznym utrapieniem pilnowanie go przed ciągłym „wodowaniem” w byle kałuży, plamie błota lub górskim strumyku, o tak rwącym prądzie, że porywał naszego małego „szkraba”, który bez cienia strachu próbował dobić do brzegu.

Jednak nigdy nie przyszło mi do głowy, że to co pisano o retrieverach okaże się prawdą i że jego zdolności ułatwią mi codzienne życie. Któregoś dżdżystego wieczoru, podczas drogi do domu, nie mogłam zrozumieć o co chodzi mojemu psu szarpiącemu przez cały czas za męski parasol, który niosłam w ręku. Próbowałam go karcić, zmusić aby szedł grzecznie przy nodze – prośby, groźby nic nie pomagały. W końcu, poddałam się i pozwoliłam mu wziąć do pyska to wielkie parasolisko. Jakie też było moje zdziwienie, gdy mój siedmiomiesięczny Talmiś uspokoił się i zaczął grzecznie iść przy nodze, trzymając w zębach swój „skarb”. Byłam przekonana, że za chwilę znudzi mu się ta zabawa i porzuci go na chodniku. Jednak stało się inaczej, parasol wylądował bez żadnych perturbacji w domu. No, pojawił się jeden problem – jak tu zmieścić się w drzwiach windy z parasolem poprzecznie trzymanym w pysku. Jednak, po kilku próbach pies zrozumiał jak sobie poradzić. Potem zaczęło się regularne odbieranie mi reklamówki z zakupami. Dziś, mój czteroletni już pies posiada swój własny koszyk, z którym chodzimy na zakupy. W drodze powrotnej, z ogonem podniesionym do góry, dźwiga swój ciężar” nie zważając na zaczepki lub pochwały przechodniów. Inne psy, te zaprzyjaźnione czy wrogie, omija z daleka, okrążając je szerokim łukiem. Nawet zaloty ukochanej Sary – suczka rasy doberman – pozostają bez odpowiedzi. Kiedy Talmi niesie swój „skarb”, nic nie jest w stanie go rozproszyć. Nawet potrzeby fizjologiczne schodzą na dalszy plan lub są załatwiane w „locie” – nie ma mowy o wypuszczeniu „ładunku” – przecież ktoś mógłby mu go zabrać!

Swoją pasję do odnajdywania różnych przedmiotów często prezentuje na spacerach (po lesie lub parku) – przynosząc nie wiadomo skąd różne gumowe zabawki lub piłeczki. „Zdobyczne cacka” są dla niego cenniejsze od tych kupionych przez Pańcię w sklepie. Talmi wie, co to znaczy świnka (ukochana „zdobyczna”, różowa piszczałka), którą zabiera ze sobą na spacery, gubi i odszukuje na nowo. Rozumie co to jest smycz oraz piłeczka i poproszony, bezbłędnie przynosi te przedmioty. Gdy podczas spaceru biega spuszczony ze smyczy, natychmiast upomina się o nią i niesie ją sam.

Któregoś lata zaproponowano mi wyjazd na turnus rehabilitacyjny (jestem fizjoterapeutą) z grupą chorych dzieci. Przyjęłam propozycję. Jednak pojawił się problem – co zrobić w tym czasie z psem? Mam jeszcze przygarnięte dwie suczki – kundelki i nie mogłam całej tej trójki zostawić na głowie męża. Wyprosiłam zgodę na zabranie psa, chociaż do ośrodka, w którym byliśmy zakwaterowani, takowym wstęp jest surowo wzbroniony. Nie ukrywam, że miałam obawy, jak skończy się ta cała wyprawa i czy przed zakończeniem turnusu, nie wylądujemy, na przysłowiowym, bruku. Dzieci, które miały być na turnusie chodzą bardzo słabo i łatwo przewracają się albo poruszają na wózkach inwalidzkich. Bałam się jak pies zareaguje na owe wózki, czy się ich nie przestraszy, czy nie zacznie szczekać, co może przestraszyć dziecko i wywołać niezłe zamieszanie. Ponadto, u naszego Talmisia, jak do tej pory nie zauważyliśmy jakichś specjalnych oznak delikatności. W zaciszu domowego ogniska, potrafił „przebiec” po nas, leżących w łóżku „jak po dróżce”. I specjalnie nie sprawiało mu różnicy czy właśnie stanął na czyimś brzuchu czy uchu. Bałam się więc, czy w kontaktach z dziećmi będzie na tyle delikatny aby nieświadomie nie zrobić im krzywdy.

Wyposażona w kaganiec i inne potrzebne przybory, z duszą na ramieniu, ale też z wiarą w mądrość mojego Talmiego pojechaliśmy do Mrzeżyna. I tu stał się cud. Nie mogłam uwierzyć, że mój „Żywczyk” potrafi być tak delikatnym i cierpliwym w stosunku do tych ciężko chorych dzieci. Po kilku dniach tak się z nim zaprzyjaźniły, że tylko czekały kiedy nadejdzie pora posiłków. Wtedy Talmi czekał na mnie przed stołówką. Kiedy wychodziłam ukazywał mi się następujący widok: pies leżał „do góry kołami” a przy nim tłoczyły się uszczęśliwione dzieciaki. Lecz chyba najpiękniejszym przeżyciem był moment spotkania z małą dziewczynką chorą na mózgowe porażenie dziecięce. Całe dnie spędzała w wózeczku, wożona przez mamę i właściwie nie wykazywała zainteresowania otaczającym ją światem. Gdy spotkaliśmy ją po raz pierwszy, zobaczyłam w jej twarzy jakiś błysk zainteresowania i coś co przypominało grymas uśmiechu. Po raz pierwszy poruszyła się, zdobyła się na gest wyciągnięcia ręki do psa, który podbiegł do wózka merdając ogonem, pozwolił się dotykać i głaskać. Było to dla mnie bardzo wzruszające doświadczenie. Okazało się, że ten pies naprawdę potrafi wyczuć słabość i wie jak się w tej sytuacji zachować.

Aż żal, że ten wrodzony instynkt noszenia i chęć pomocy innym, tak charakterystyczny dla tej rasy, pozostaje w Polsce wciąż nie wykorzystany. Szkoda, że w odróżnieniu od państw zachodnich, nie ma u nas możliwości profesjonalnego szkolenia psów do opieki nad osobami niepełnosprawnymi, oraz że wciąż tak mało docenia się terapeutyczne oddziaływanie kontaktu ze zwierzęciem.
I to nie mój Talmi jest taki wyjątkowy – po prostu, takie są GOLDENY!

Anna Radwańska





cofnij


Linki, czyli jak je widzą inni


Black & White
Anielska cierpliwość
Słodkie maleństwa
Jedzonko, jedzonko!
Miłość goldena
Super aporter




cofnij